Bajki PDF Drukuj Email

Bajka o gwo?dziach

By? sobie pewnego razu ch?opiec o z?ym charakterze. Jego ojciec da? mu woreczek gwo?dzi i kaza? wbija? po jednym w p?ot okalaj?cy ogrd za ka?dym razem, kiedy straci cierpliwo?? i pok?ci si? z kim?. Pierwszego dnia ch?opiec wbi? w p?ot 37 gwo?dzi. W nast?pnych tygodniach nauczy? si? panowa? nad sob? i liczba wbijanych gwo?dzi mala?a z dnia na dzie?: odkry?, ?e ?atwiej jest panowa? nad sob? ni? wbija? gwo?dzie. Wreszcie nadszed? dzie?, w ktrym ch?opiec nie wbi? w p?ot ?adnego gwo?dzia. Poszed? wiec do ojca i powiedzia? mu, ze tego dnia nie wbi? ?adnego gwo?dzia. Wtedy ojciec kaza? mu wyci?ga? z p?otu jeden gw?d? ka?dego dnia, kiedy nie straci cierpliwo?ci i nie pok?ci si? z nikim. Mija?y dni i w ko?cu ch?opiec mg? powiedzie? ojcu, ze wyci?gn?? z p?otu wszystkie gwo?dzie. Ojciec zaprowadzi? ch?opca do p?otu i powiedzia?: "Synu, zachowa?e? si? dobrze, ale spjrz, ile w p?ocie jest dziur. P?ot nigdy ju? nie b?dzie taki, jak dawniej. Kiedy si? z kim? k?cisz i mwisz mu co? brzydkiego zostawiasz w nim ran? tak?, jak te. Mo?esz wbi? cz?owiekowi n? a potem go wyci?gn??, ale rana pozostanie. Niewa?ne, ile razy b?dziesz przeprasza?, rana pozostanie." Rana s?owna boli tak samo, jak fizyczna. Przyjaciele s? rzadkimi klejnotami,sprawiaj?, ?e si? u?miechasz i dodaj? ci otuchy. S? gotowi ci? wys?ucha?, kiedy tego potrzebujesz, wspieraj? ci? i otwieraj? przed tob? swoje serca. Ten tydzie? jest tygodniem przyja?ni. Poka?cie swoim przyjacio?om, jak bardzo wam na nich zale?y.

Czterej g?upcy

Za siedmioma grami, za siedmioma rzekami, a mo?e znacznie bli?ej, ni? nam si? wydaje, jest jezioro ?ez. Strugi ?ez z ludzkich oczu p?yn?ce - tam znajduj? swj koniec, zanim w ?zawe chmury zamieni je s?o?ce. Nad jeziorem ?ez panuje zazwyczaj cisza. Czasem tylko w trzcinach potrzos za?ka, czasem jask?ka pi?nie ?a?o?nie, czarn? kresk? przecinaj?c niebo. Pewnego razu jednak ?wiat jeziora zosta? odmieniony. Czterej g?upcy wyp?yn?li bowiem ?odzi? na szerokie jego wody. P?yn??o im si? dobrze. Wielka rado?? wype?ni?a dusze g?upcw. Pie?? wi?c j?li ?piewa?, chwali? wod? s?on?, dobry wiatr ci?gn?cy ?dk? niczym r?czy konik. A? ?wiat jeziora zacz?? si? u?miecha?. A? jask?ki zaszczebiota?y ?artem, roze?mia? si? potrzos. A? bladoniebieskie niebo nabra?o rumie?cw. Wwczas odezwa? si? Pierwszy G?upiec: - Bracia, to? to nie uchodzi! Wi?cej empatii! P?yniemy przecie? jeziorem ?ez! Poczuli si? g?upcy g?upio. Cicho zap?akali. A potem g?o?niej, bo podsycali w sobie ?al i poczucie winy za to, ?e tak rado?nie sobie poczynali Wtedy odezwa? si? Drugi: - Ach, ach, pomy?lcie, p?yniemy sobie, p?yniemy, a przecie to jezioro wcale nie powinno istnie?! Pom?my ?wiatu, niech to jezioro zniknie! ?adnych ?ez wi?cej! Zacz?li wi?c ogniska pali?, ziemi? nosi?, groble stawia?. Cuda istne gotowi czyni?, byleby znik?o jezioro. Ono jednak znikn?? nie chcia?o, mo?e po prostu nie mog?o, przez strugi ?ez ludzkich zasilane. - Pki lej? si? ?zy ludzkie, na nic nasza praca. Trzeba ludziom p?aczu zakaza?! - wykrzykn?? Trzeci G?upiec s?dz?c, ?e oto znalaz? proste rozwi?zanie. Wdali si? g?upcy w wielk? polityk?. Nawet spore wp?ywy zdobyli. A wszystko pod has?em: ?wiat ma by? szcz??liwy! Wydano nawet par? stosownych dekretw. Bo G?upcy - jak to g?upcy - wierzyli w dekrety. Tak trzej G?upcy dziarsko i chwacko dzia?ali, a wszystko w imi? empatii, dobroci i pomocy ?wiatu. Tylko Czwarty G?upiec, najm?odszy, co jeszcze nie zd??y? zg?upie? porz?dnie (cho? bardzo starszym zazdro?ci? solidnej g?upoty), siedzia? spokojnie, nogi sobie moczy?. Gdy za? pozostali zacz?li go do roboty p?dzi?, rzek?: - Nie ka?de ?zy s? ?zami smutku, nie ka?dy smutek rodzi si? z blu, nie ka?dy bl jest z?y. A je?li ju? koniecznie chcecie rozweseli? to jezioro, co mo?e uczyni? byle g?upiec, to zrbmy tak, jak na samym pocz?tku, akceptuj?c jezioro ?ez i siebie takimi, jakimi byli?my. A na to trzej pozostali g?upcy chrem: - Nie m?drz si?!